top of page

Dzień 2

02.05.2024 r 

Wstajemy około 08.00 jest chłodno. 2 maja to święto Madrytu, na cześć wydarzeń w 1808 roku. Wczoraj zapodałem chłopakom pomysł jak się wykąpać, omijając nasze prysznice z zimną wodą. Obok jest basen i można by tam pójść popływać a przy okazji się umyć. Wraz ze mną idzie Wiktor, Janek i Tobiasz. Okazuje się, że basen ze względu na święto jest zamknięty. Ale Pan będący na recepcji po rozmowie z Wiktorem pozwala nam skorzystać z prysznica. Jesteśmy niezwykle uradowani tym faktem. Po tym, gdy się umyliśmy ruszamy do obozu. Tam trafiamy już na śniadanie; Oczywiście zimne. Bułki, Sok pomidorowy Gaspachio, resztki z wczorajszej kolacji i obiadu, mrożoną kawę i słodkie babeczki. Hiszpanie wydają nam proch. Jest przy tym takie zamieszanie, że jedni stoją i doczekać się nie umieją na swoją porcje, zaś inni podchodzą i dostają od razu. Początkowy plan pojechania wcześniej na miasto zmienia się na to, że trzeba dokręcić ładunków, gdyż czekają nas dwie bitwy. Wiec chłopaków gnam do kręcenia. Potem jemy obiad o 14.00 i w końcu postanawiamy ruszyć mniejszą grupą przed wszystkimi na miasto metrem. Metro tego dnia jest dla nas za darmo. Jadę ja, Adrian, Wiktor, Sztaufi, Bolo, Tobiasz, Janek, Bartosz. Koledzy i koleżanki z Nysy postanawiają jechać wraz z resztą.  

legia w metrze
Legia na ruchomych schodach

Gdy docieramy na miejsce, gdzie mają przyjechać wojska przed defiladą. Jesteśmy otoczeni przez Hiszpanów, którzy ciągle chcą nam zrobić fotki. W końcu musimy się ruszyć by uwolnić się od Hiszpanów. Gdy się przemieszczamy uliczka Hiszpanie dają nam spokój i co najwyżej robią nam fotki z odległości. Postanawiamy jednak zawrócić i idziemy usiąść sobie w ogródku jednej z knajpek niedaleko stacji metra. Tu także mamy jako tako spokój od natrętnej gawiedzi. Gdy na zegarze wybija godzina 17.00 zbieramy się i wychodzimy w stronę metra. Tu doświadczam czegoś niesamowitego. Nieopodal znajdują się Hiszpańscy rekonstruktorzy przebrani za cywili Madryckich z 1808 roku. Robią niesamowity hałas, wykrzykując co chwila Viva Espana! Viva Espana! Ustawiam moich chłopców w linii skierowanej w stronę tumultu. Koledzy co rusz podpowiadają mi żebym uderzył na Hiszpanów. Ale widząc, że nas tylko garstka, a Hiszpanów dużo więcej. Dodatkowo nie byłem pewien jak zareaguje zwykła Hiszpańska publiczność, która mocno utożsamiała się z swoimi rekonstruktorami. Trzymam wszystkich w zwartym szeregu. W pewnym momencie docierają do nas koledzy z Nysy. Tomka muszę za fraki wziąć, bo wyszedł przed szereg i już go ciągnęło na wroga. Emocje się gają zenitu. Hiszpanie krzyczą, moi żołnierze chcą się bić i wszystko zależy ode mnie czy za chwile dojdzie do starcia. Wysyłam jednego z żołnierzy by pobiegł po oddział Francuzów który stoi nieopodal, by nas wsparł w razie czego. Ostatecznie Hiszpańscy powstańcy odpuszczają widząc, że trzymam żołnierzy twardo i nie dążę do zwarcia. Po chwili przybiega żołnierz od dowództwa i każe nam formować kolumnę. Udaje się zażegnać te niebezpieczną sytuację. Przynajmniej mogę zapisać sobie na konto, że nie rozpętałem tego powstania. Po dłuższej chwili ustawiamy się w końcu w kolumnie za doboszami i orłem. A za nami reszta naszych. Czeka nas teraz defilada. Wśród tłumu gapiów są poprzebierani rekonstruktorzy Hiszpańscy, którzy gwizdają, i podburzają publikę. Ja zaś by nieco studzić emocje. Na każdym postoju, pozwalam by robiono nam zdjęcia, a małym Hiszpańskim dzieciom wkładam kapelusz napoleoński na głowę przez co mają niesamowitą pamiątkę. W końcu kolumna dociera do placu, na którym mamy walczyć. Niestety organizatorzy długo każą nam czekać na wejście na plac. W końcu, gdy tam wchodzimy, czeka nas tam gorące powitanie. Piotr dowodzący polskim batalionem każe mi znowu zając prawe skrzydło i strzelać zaraz po ustawieniu się na placu. Co też czynię. Lecą kolejne salwy, naprzeciw nam stoi zrewoltowany Madryt. Strzelają nie tylko mężczyźni, ale i kobiety. Powstańcy mają dodatkowo armatę, która bije co raz w nasze wojska. Dochodzi do starcia na bagnety. Hiszpanie walczą żywiołowo, z pasją. Pada kilku powstańców. Wiktorowi kobieta chce nożem odciąć pasy od ładownicy i tasaka. Bolo rzuca się w wir walki i zabieram mu z głowy rogatywkę, na którą polują Hiszpanie. Bartosz pada w czasie walki. Ale wiedząc co Hiszpanie robią z rannymi, każę go zebrać z placu boju. Ktoś zdobywa mały toporek na Hiszpanach, daje go Bartoszowi, który dodatkowo niesie karabin Hiszpana. Karabin zostawiam na boku, gdyż nie potrzebne mi takie trofeum. Po chwili jeden z Hiszpanów zgłasza się po niego. Za to toporek, Bartosz oddaje jakiemuś oficerowi przez co potem dostanie burę od reszty oddziału za utratę zdobyczy. Dochodzi do kolejnych starć. I insurgenci w dużej części rozbici proszą o zawieszenie broni. Nasz batalion formuje kolumnę i wychodzi z placu. Udajemy się w stronę Zamku królewskiego i w małym parku na prawo od zamku, mamy postój przed kolejną bitwą. Ludzie są zmęczeni, chce im się jeść i pić. Ale trzeba czekać, nie możemy się rozejść, gdyż w każdej chwili mogą nam kazać iść w bój. Po dłuższej chwili, ruszamy. Przechodzimy park i ustawiamy się tak, by wmaszerować na plac przed zamkiem królewskim. Na ten sam, gdzie dzień wcześniej oglądaliśmy, jak maszerowała tam kompania reprezentacyjna wojska Hiszpańskiego. Tu Piotr nie bawi się w jakieś wielkie manewrowanie. Tworzy jedną wielką linię batalionu i prowadzi ogień. Od czasu do czasu na naszych skrzydłach dajemy miejsce by artylerzyści mogli oddać kilka strzałów. Insurgenci nie kwapią się do ataku na nas. Zbita równa masa wojska zwyczajnie odstrasza ich. Gdy chcemy ostatecznie rozprawić się z nimi, od tyłu wchodzą na nich pułki francuskie i kończą całą sprawę. Następuje prezentacja oddziałów, sesje zdjęciowe indywidualne i całych pułków. Po czym odmaszerowujemy do metra.

Zdjecia legii
Legia pozuje

Tu zabieramy się krótszą drogą by wyprzedzić inne oddziały. Udaje nam się zrobić zakupy, gdyż spodziewamy się, iż na miejscu czeka nas zimna kolacja. Lecz do metra dostajemy się z całą masą wojska. Trudno. Po powrocie na obóz, następuje standardowa obsługa karabinów i potem czas wolny. Kolacja to słodkie puddingi które nie wszystkim przypadają do gustu. W tym dniu w końcu ktoś wynajduje sposób na ciepłą wodę pod prysznicami. Ale jednocześnie liczba chętnych jest tak duża, iż nie ma sensu pchać się teraz. Co bardziej cierpliwi czekają aż wszyscy pójdą spać. Udaje nam się niech pograć w karty i kładziemy się około 01.00 a niektórzy pełnią nocną wartę kładąc się bladym świtem lub wcale.

Legia Piwko i Karty czego mozna chcieć wiecej
bottom of page