top of page

Srebrna Góra 2024

W dniu 8 czerwca odbyła się rekonstrukcja bitwy o Srebrno Górską twierdzę. Nasza grupa wybrała się tam już 7 czerwca. Każdy przyjeżdżał na miejsce w rożnym czasie. Najwcześniej przyjechał Wiktor, bo po 20.30 potem przyjechałem ja około 21.00 potem po 22.00 Adrian przywiózł Tobiasza, Janka i Piotrka. W Międzyczasie zjawił się także Sztaufii i Bolo. Na miejscu już od rana za to obóz rozbity mieli koledzy i koleżanki z Nysy. My z Wiktorem po przebraniu się ruszyliśmy na obóz i po przywitaniu się z naszymi z Nysy usiedliśmy w ich kantynówce. Mieliśmy nawet trochę szczęścia, bo jeden z gości Legii miał włączoną transmisję na mecz Polaków. To i trochę meczu obejrzeliśmy. Po pewnym czasie poszliśmy z Wiktorem przyjmować naszych którzy zaczęli zjeżdżać na twierdzę. Po tym jak przyjechali nasi z namiotami, rozłożyliśmy namioty i mogliśmy się napić złocistego trunku. A w końcu bliżej godziny duchów udaliśmy się spać. Noc była ciepła to i Wiktor w połowie spał poza namiotem. Oczywiście nie miał takiego zamiaru, ale że namiot był rozstawiony na pewnej nierówności, to w nocy w śliskim śpiworze nieco poza namiot wyjechał. 

Następnego dnia wstał piękny słoneczny poranek. Jakoś przed 8.00 większość ludzi była na nogach. W międzyczasie Tobiasz przyniósł wiadomość, że śniadanie jest wydawane, więc udaliśmy się na nie. Śniadanie przerosło nasze oczekiwania, gdyż było bardzo różnorodne. Mieliśmy na tzw. szwedzkim stole sporo wyboru od szynek i serów po pieczywo różnego rodzaju. Było to dla nas miłym zaskoczeniem po tym co nas spotkało daleko od granic naszego kraju około miesiąca wcześniej. Po obfitym śniadaniu udaliśmy się na zwiedzanie twierdzy. A dokładniej podziwianie widoków z najwyższej części twierdzy. Pogoda była piękna więc widoki z „dachu” Donjonu były zapierające dech w piersi. Gdy koledzy spoglądali na widoki, ja udałem się na odprawę dowódców. Początkowo większość zgromadziła się w zbrojowni, która jeszcze godzinę wcześniej służyła za jadalnię. Ale po chwili przyszli organizatorzy i poprosili, byśmy udali się na plac dzisiejszego boju. Gdy już tam byliśmy, ledwo Krzysztof Stryjski „Stryju” powiedział kilka słów a już zaczęło się „proponowanie” przez niektórych swoich wariantów bitwy. Niestety tak to już jest, iż każdy ma swoją koncepcję na bitwę i chciałby ją narzucić innym. Po odprawie powróciłem na twierdzę i zarejestrowałem nasz oddział i pobrałem kartki na obiad, ciasto i złocisty trunek. To też miło nas zaskoczyło, że twierdza ugościła nas i ciastem, i kropelką czegoś wesołego. Gdy wracałem na obóz koledzy czekali przy wejściu do podziemi twierdzy. Postanowiliśmy więc przejść się dookoła twierdzy podziemiami i zwiedzić twierdzę a było co zwiedzać. I podziemne chodniki robiły wrażenie, i studnia forteczna, pomieszczenia do mielenia zboża, przetrzymywania zwierząt w twierdzy, pomieszczenia do spania dla żołnierzy, piece do wypieku chleba, podziemna sala z armatami i uzbrojeniem z XIX wieku. Naprawdę warto było się przejść i zobaczyć to wszystko. Po drodze co rusz mijaliśmy kolejne wycieczki oprowadzane przez rekonstruktorów i pracowników twierdzy srebrnogórskej. Po wszystkim wróciliśmy na obóz, gdzie Tobiasz przyniósł naszą porcję prochu. Więc chłopakom, którzy nie mieli ładunków, kazałem kręcić ładunki. Następnie przyszedł czas na obiad. I tu znowu miłe i smaczne zaskoczenie, pieczeń w sosie z ziemniakami i surówka z buraczków. Po obiedzie już godzinka dzieliła nas od bitwy, więc należało przynieść wyposażenie, które na noc pozostawiliśmy w autach i zacząć się pomału ubierać. W końcu nastąpił wymarsz na pole walki. Ale jaki wymarsz. Mieliśmy niebywałą przyjemność, gdyż rytm naszych kroków wybijali na werblach Pikuś i Patrycja. 

BITWA 

Bitwa miała rozpocząć się o 16.00, ale wojsko zarówno Francuskie jak i Pruskie udało się tam, już wcześniej. Pol bitwy niestety nie pozwalało na większe manewry i raczej wymuszało brutalne ataki frontalne a jednej jak i drugiej stronie. Plac boju był podłużnym prostokątem. Gdzie dolna część stanowiła drogę idącą cały czas stromo pod górę. Po tej stronie rozstawić się miała francuska piechota. Na drugiej stronie prostokątnego pola walki znajdowali się Prusacy. Tu teren już mocno się spłaszczał i nie wymagał wspinania się pod górę. Po lewej stronie jak już wspomniałem biegła droga, zaś po prawej mieliśmy w mirę szeroką półkę skalną na której dalej od twierdzy stała artyleria francuska na zaś po przeciwległej stronie stała artyleria Pruska. Przed pozycjami Pruskimi stały dwa prowizoryczne domy z płotem. W tych zabudowaniach stacjonowało chłopstwo i milicja pruska. Bitwa zaczęła się od ostrzału artylerii i potyczek strzeleckich woltyżerów i pruskich schutzen. Z pułków piechoty występujących po stronie francuskiej byliśmy my Legioniści Legii Polsko-Włoskiej, 3 Pułku Piechoty Legii Nadwiślańskiej z Rypina, oraz strzelcy konni z Sobótki. Wspierała nas dodatkowo nasza artyleria. Prusacy zaś mieli silną artylerię, mieszany oddział piechoty liniowej złożony z żołnierzy z różnych pułków z pruskich garnizonów zlokalizowanych na śląsku, nieco lekkiej piechoty tzw. schutzen, a także całkiem sporo uzbrojonej milicji i chłopów. Liczebność stron była mniej więcej podobna. Po wstępnym boju, przyszedł czas na wejście piechoty liniowej. Najpierw na plac boju wszedł 3 pułk Piechoty Legii Nadwiślańskiej, a po pewnym czasie nasza Legia. Nam głównie przypadło działanie na lewym skrzydle, na drodze. Zabudowania atakowali koledzy z 3 Pułku Piechoty Legii Nadwiślańskiej. Nie było łatwo, gdyż w zabudowaniach i za płotami siedziało sporo prusaków. Dopiero gdy my na drodze salawa za salwą przesuwaliśmy się do przodu, wówczas koledzy z Pułku Nadwiślańskiego uderzyli na zabudowania. Ale nie bardzo mogliśmy ich wesprzeć, gdyż sami musieliśmy odpierać ataki na bagnety mieszanego pułku piechoty liniowej pruskiej. W jednym z starć nasz saper Tomek, stracił bermycę która stoczyła się nieco po zboczu po lewej stronie drogi i Tomek musiał ratować swą czapkę. Przez co przez chwilę nie miałem jednego z dwóch saperów. Wymienialiśmy kolejne salwy z Prusakami, starając się podejść pod ich pozycje, ale cały czas w zabudowaniach po naszej prawej stronie stali Prusacy i nie mogłem przejść do ataku na główną linię Prusków. Gdy wrócił Tomek do naszej linii, przyszła komenda by chwilowo zdobyte zabudowania podpalić i wycofać się. Do podpalenia zabudowań wyznaczeni zostali saperzy. A po wycofaniu się, do akcji wkroczyła artyleria. W międzyczasie, gdy artyleria strzelała, zabudowania zniszczyli sami Prusacy, a zrobili to na tyle skutecznie, iż na miejscu domków i płotów, leżała tylko sterta desek. Po ostrzale artylerii znów poszliśmy w bój. Znowu salwa za salwą parliśmy na przód, przepychając się od czasu do czasu w walce na bagnety. Tu w czasie jednego z starć, osaczony saper Kylu padł w boju. W kolejnym starciu ran kolan doznał Wiktor. Trochę przestrzeni na skalnej półce po naszej prawej postarałem się wykorzystać i pchnąłem tam część oddziału która rozsypała się w tyralierę i strzelała się z pruskimi strzelcami. W pewnym momencie dotarła nas wiadomość o zawartym pokoju w Tylży i walka ustała. Na plac boju wkroczyli oficerowie i walki ustały. Następnie ustawiliśmy się do prezentacji oddziałów przed publicznością, która spoglądała na całą bitwę z skalnej pułku położonej nad polem walki. Wśród oklasków były prezentowane kolejne pułki. Ja miałem jeszcze niebywała przyjemność, odczytać rozkaz nominacji na wyższe stopnie dla kolegów z artylerii polskiej. Każdy awansowany dostał też mnóstwo braw od publiczności. A gdy wróciłem do naszego oddziału. Nakazałem wyjść z szeregu Jankowi i cały oddział zaśpiewał mu sto lat, gdyż miał w tym dniu urodziny. Po wszystkim wróciliśmy do obozu. Tam rozformowałem oddział i zaczęliśmy się powoli pakować, gdyż tak się złożyło, iż większość musiała wracać tego dnia do domów. Jeszcze z Adim odebraliśmy żołd dla naszej grupy i udaliśmy się zjeść wyśmienitą kolację. Znowu jedzeni nas pozytywnie zaskoczyło. Serwowane były pierogi z farszem z kaszy, zupa krem pomidorowa lub gulaszowa do wyboru. Tak więc najedzeni odjeżdżaliśmy z Srebrnej Góry i jej przepięknej twierdzy. Zapewne za rok, wrócimy tu znowu gdyż miejsce jest tego warte. 

441894971_387443934325205_6785757590150928020_n.jpg
bottom of page